Takie tam. O tym, czemu nie pokazuję twarzy syna w internetach.

Zacznijmy, od tego, że nie mam nic przeciwko osobom, które robią inaczej. To indywidualna decyzja każdego rodzica i wydaje mi się, że nie można z góry jej ocenić w kategorii „dobrej” lub „złej”. Jest to jednak decyzja, z której konsekwencjami przyjdzie każdemu zmierzyć się prędzej czy później….

Ale od początku.

Wolność jako prawo wyboru.

Ramy wolności dziecka od dnia urodzenia wyznaczają rodzice.

To my decydujemy o tym, co małemu człowiekowi wolno, a czego nie. W ten sposób próbujemy wpoić mu właściwe postawy, nauczyć umiejętności przetrwania w złowrogim świecie i zapewnić świetlaną przyszłość. Wyznaczamy czas zabawy i czas nauki, czas gry na komputerze i czas na rozwijające zajęcia dodatkowe. Wszystko to w dobrej wierze, aby nasza latorośl wyrosła na ludzi – cokolwiek przez to każdy z nas rozumie.

Kiedyś zadałam sobie pytanie o to gdzie leżą granice naszych zakazów i nakazów? Czy zmuszanie dziecka do nauki gry na pianinie nie jest aby przesadą? Czy 1 godzina gry na komputerze tygodniowo to aby nie za mało a pięć to nie za dużo? Skąd wiedzieć gdzie postwić bariery aby było akurat i w punkt?

To samo jest z obecnością dziecka w mediach społecznościowych, gdzie leży granica, ile można o nim powiedzieć, ile pokazać, kiedy i gdzie będzie za dużo? To trudne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Określanie tych granic to trochę jak błądzenie w labiryncie i czasem można trafić na ślepy zaułek.

Oczywistym jest, że dziecko nie jest w stanie świadomie podjąć decyzji o uczestnictwie naszym projekcie, ma za mało doświadczenia życiowego (czasem nie ma go wcale) by ocenić konsekwencje takiej decyzji.

Pamiętam jak koleżanka mi opowiadała, że była w kawiarni i widziała tam dzieci blogerki X. Nie samą blogerkę, a właśnie jej dzieci. Wtedy pomyślałam, że nie chcę by obcy ludzie rozpoznawali moje dziecko na ulicy, nie chcę aby patrzyli na niego przez pryzmat tego co ja robię w sieci. Wolę aby w tłumie pozostał anonimowy.

Podejmując decyzję o pokazaniu wizerunku dziecka w sieci częściowo odbieram mu prawo do decydowania o swojej prywatności. W internetach nic nie ginie, raz umieszczona tam informacja może trwać tam po wsze czasy. Pokazując jego twarz, pisząc o nim odbieramy mu anonimowość czynimy poniekąd osobą publiczną, skazując na wszystkie związane z tym konsekwencje – te dobre i te złe.

Ja tego prawa odbierać Młodemu nie chciałam.

Każde działanie ma swoje konsekwencje.

Za moją decyzją stoi też zwykłe tchórzostwo – nie chciałam mierzyć się z konsekwencjami takiej decyzji.

W sieci rzeczy dzieją się dynamicznie, jedna wypowiedz goni kolejną, tak samo jest z sensacjami i wpadkami. Zawsze trzeba brać pod uwagę, że powie się o jedno słowo za dużo, ujawni coś czego wcale się nie chciało. Trzeba być niezwykle ostrożnym by nie zaliczyć jakiegoś faux pas. Pół biedy gdy dotyczy ono nas, gorzej gdy dziecka.

Dzieci kumają internetowy świat bardziej niż my, są w stanie wygrzebać nawet mocno zakurzone informacje i tak samo jak dorosły obrócić je przeciwko nam jak i naszemu dziecku. Stary jak świat filmik może nagle zyskać drugie życie …
Nie chciałam brać na siebie tej odpowiedzialności, ważyć starannie każdego słowa, przyglądać się na wskroś każdemu zdjęciu. Nie chciałam aby on ponosił konsekwencje moich nie do końca przemyślanych działań a jak wiadomo błędy popełnia każdy ….

Przyszłość – niech będzie tym kim chce.

W sieci zajmuję się podróżami, to moja zajawka, pasja, coś czym chcę się dzielić. Sama określam się mianem podróżnika i nim się czuję. Ale czy jest nim Młody czy będzie chciał nim być? Nie wiem i myślę, że nie mi o tym decydować. Nie chcę przyklejać mu tej łatki, nie chcę z jakąkolwiek łatką musiał w przyszłości walczyć. Chcę mu dać prawo wyboru nawet takiego, z którego mogę nie być zadowolona.

Jestem też pewna, że decyzja o włączeniu dziecka do blogowego życia nie musi być wcale szkodliwa i może przynieść wiele pozytywnych skutków dla całej rodziny. Wiem też, że na każdy mój argument zamieszczony w tym tekście znajdzie się jakieś „ale” … ale tak zawsze jest z decyzjami o różnych odcieniach szarości ;).

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.