Azerbejdżan bez ściemy. Informacje praktyczne i nasza trasa.

Przed wyjazdem do Azerbejdżanu nie za bardzo wiedzieliśmy czego się po nim spodziewać. Kraj niby muzułmański, niby pustynny a jednak nie do końca, niby nowoczesny a niby nie … i to niby towarzyszyło nam do końca podróży bo Azerbejdżanu nie da się opisać prostymi słowami, zawsze jest jakieś “ale”, “niby” lub “nie do końca”.

Jak się tam dostać:

Aby się dostać do Azerbejdżanu Polacy potrzebują wizy! Można ją wyrobić online o TU-KLIK (koszt to 20$ plus 3$ opłaty manipulacyjnej, wydanie wizy trwa 3 dni robocze). Dostępna jest też procedura przyśpieszona – urgent visa (wiza wydawana jest w 3 godziny). Pamiętajcie, że Azerbejdżan odmawia wjazdu do kraju osobom, które były wcześniej w Górnym Karabachu (nawet jeśli została przyznana im wiza). Nie ma za to problemów z wjazdem jeśli było się w innych częściach Armenii. Pamiętajcie, żeby wydrukowaną wizę mieć przy sobie!

Do Azerbejdżanu możecie dotrzeć samolotem, choć loty są dość drogie (nawet te w promocyjnych cenach). Najtaniej będzie kupić jakiś tani lot do Gruzji i następnie nocnym pociągiem z Tbilisi pojechać do Azerbejdżanu (wyjazd z Tbilisi ok 20.35, przyjazd do Baku ok 8.50). Bilety na ten pociąg nie są dostępne online i aby je kupić będziecie potrzebować paszportu. Pociąg jest azerski i klimatyzowany ale klima nie działa w czasie postojów. Dostępne są wagony sypialne pierwszej (dwa łóżka w przedziale – koszt 84 lari/osoba), drugiej klasy (cztery łóżka w przedziale – koszt 52 lari/osoba) i trzeciej klasy (koszt 35 lari/osoba), a w każdym wagonie jest pracownik “opiekujący się” podróżnymi. Przekraczanie granicy jest bezproblemowe a sama podróż dość przyjemna (nawet się wyspaliśmy – mieliśmy bilety na wagon sypialny drugiej klasy). Postoje na granicy są dwa i trwają od 1 do 1,5 godziny każdy. Na pierwszym postoju gruzińscy pogranicznicy zbierają wszystkie paszporty i sprawdzają wizy by albo oddać Wam po jakimś czasie paszport z pieczątką wyjazdową albo zawrócić do Gruzji jeśli zapomnieliście o wizie;). Na drugim, azerscy pogranicznicy sprawdzają pociąg, w tym bagaże (w naszym przypadku kazali je tylko pokazać, nikogo nie interesowało to co mamy w środku), a potem jesteśmy zapraszani do jednego z przedziałów na ewentualną rozmowę i po pieczątkę wjazdową.

Przy pobycie Azerbejdżanie powyżej 15 dni jest obowiązek meldunkowy, na tych którzy się do niego nie zastosują podobno na granicy czeka kara 300 manatów.

Religa i krótkie spodenki:

Azerowie są co do zasady muzułmanami, ale wyjątkowo liberalnymi. Nie noszą hidżabów, abaj, burek czy innych strojów związanych z wyznawaną religią. Ubierają się po europejsku, no prawie … Na właśnie, poza Baku nie zobaczysz Azera w krótkich spodenkach, z resztą kobiety też ich nie noszą, nie noszą też krótkich spódniczek i wydekoltowanych bluzek. Za to obcisłe (i to czasem bardzo) spodnie czy t-shirty jak najbardziej. Dodam, że w sklepach w działach męskich aż roi się od szortów!

Pamiętam też gdy ostatniego dnia pobytu siedzieliśmy w kawiarnii niedaleko meczetu i powiedziałam Łukaszowi “…. słuchaj, jesteśmy tu już 10 dni i ani razu nie słyszeliśmy nawoływania muezina do modlitwy”, nie muszę chyba pisać co wtedy się stało :)….

To chyba jedyny kraj muzumałański gdzie odnawiają stare chrześcijańskie kościoły.

Ludzie:

Azerowie są bardzo mili i skorzy do pomocy. Jeśli stoisz dłuższą chwilę i wyglądasz trochę nieporadnie, nerwowo sprawdzając coś w telefonie to niemal na pewno ktoś się Tobą zainteresuje i spyta czy może nie potrzebujesz pomocy. Niestety spotkaliśmy się też kilka razy z podejściem turysta z zachodu = chodzący portfel, dlatego i tu zawsze należy ustalić wcześniej cenę aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji (raz w przydrożnym barze doliczono nam opłatę za bycie turystami, a raz kierowca marszrutki nie chciał nam wydać reszty).

Będąc kobietą odczuwa się, że to kraj silnie patriarchalny. To Łukasz został zaproszony na wieczorne męskie spotkanie, to do niego zawsze zwracano się z propozycjami i zapytaniami i to z nim w pierwszej kolejności chciano rozmawiać. To jemu strażnik zwrócił uwagę, że ja i Młody siedzimy w niedozwolonym miejscu (mimo że my byliśmy bliżej to przeszedł obok nas i zwrócił się do Łukasza)!

Baku kontra reszta świata:

Śmiało mogę powiedzieć, że jeśli byłeś tylko w Baku to nie wiesz nic o Azerbejdżanie. Baku to samotna wyspa wyrwana z innej rzeczywistości. Bogata, piękna, pyszna, pachnąca ropą i gazem, dosłownie i w przenośni. Jest po to aby ją podziwiać. Znajdziesz tu nowoczesne budynki, nieskazitelnie czyste chodniki i butiki światowych projektantów, podczas gdy reszta kraju dusi się spalinami starych ład a przy drogach walają się sterty śmieci.

Piękno, rzecz względna:

Azerowie kochają zieleń, jeziora i pikniki. W lasach porozstawiane są ławeczki, stoły i baldachimy – to restauracje gdzie można zjeść na łonie natury i jest ich naprawdę dużo. To właśnie tam zrozumiałam, że to co dla nas zwykłe a nawet czasem brzydkie gdzie indziej może zachwycać. W kraju gdzie zieleń nie jest standardem, zachwyca każdy las i każde otoczone roślinnością jezioro. Jeśli Azer zapewnia Was, że gdzieś jest pięknie to zazwyczaj znaczy, że jest tam po prostu zielono i wcale nie ma myśli jakiś wyjątkowo pięknych czy romantycznych miejsc (dane nam to było sprawdzić na własnej skórze).

Język:

Azerowie nie mówią po angielsku a jeśli mówią to w podstwowym zakresie. Czasem też twierdzą, ze rozumieją co do nich mówisz ale po czasie okazuje się że nie ….

Podstawą komunikacji jest język rosyjski, którym sporo Azerów włada biegle.

Transport:

Po kraju poruszaliśmy się głównie marszrutkami czyli busikami, 4 razy wynajmowaliśmy też taksówkarza na cały dzień, a po Baku i Gandzy jeździliśmy Boltem.

Marszrutki,

dojeżdżają do praktycznie wszystkich ważniejszych miejscowości w kraju, nie ma też problemu by kierowca wyrzucił Was gdzieś na trasie. Są tanie (koszt biletu rzadko przekracza nasze 12 PLN), w miarę szybkie, niezbyt wygodne, a za klimatyzację robią otwarte okna. Trzeba jednak pamiętać, że odjeżdżają o w miarę ustalonych godzinach, bilet często należy kupić w odpowiedniej kasie a miejsca są numerowane!

ps. jeśli ucieknie Wam ostatnia marszrutka do miejsca docelowego to nie należy się poddawać, nam Panowie na dworcu zorganizowali przejazd z przesiadką (ktoś do kogoś pokrzyczał, ktoś gdzieś zadzwonił i w efekcie gdzieś na trasie, niemal w szczerym polu, czekał na nas kolejny busik).

Taksówka,

Azerscy taksówkarze nie różnią się od tych w innych częściach świata, trzeba uważać i trzeba negocjować i to ostro. Początkowa cena potrafi być zawyżona nawet potrójnie.

Nasze przejazdy (wycieczki taksówkami):

  1. wycieczka po okolicach Baku czyli Błotne Wulkany, Gobustan, Świątynia Ognia Astegah, Yanar Dag (wieczny ogień) – 150 manatów (początkowo umówiliśmy się na 140 ale Pan po Gobustanie zaczął marudzić, że chce dodatkowe 20, że niby taka wycieczka to normalnie 100 $ hamerykańskich kosztuje itp, było trochę nerwów, aż w końcu dla świętego spokoju dorzuciliśmy mu 10 manatów …);
  2. wycieczka z Quby do Xinaliq, TangeAlti, Canlibel Golu, powrót do Quby – 100 manatów (sam przejazd do Xinaliq to koszt 50-60 manantów). Tym razem trafiliśmy na przesympatycznego kierowcę i podróż odbyła się bez żadnych problemów;
  3. Wycieczka z Qabali do Lahic (powrót do Qabali)-70 manatów. Wiózł nas taksówkarz o wdzięcznej ksywce Obama (naprawdę był podobny do Baracka Obamy i nawet miał jego zdjęcie przyklejone na szybie taksówki) i był tak sympatyczny, że aż dziw że był taksówkarzem. Niestety nasze zdolności komunikacyjne były ograniczone bo Pan nie mówił ani po angielsku ani rosyjsku.
  4. Wycieczka z Qabali do Sheki i Kis (późnym popołudniem łapaliśmy marszrutkę z Sheki do Gandzy) 60 manatów. Mimo, że wyjazd kilometrowo i czasowo dłuższy niż ten z punktu powyżej, cena zaproponowana przez Pana Obamę była niższa, nawet nie negocjowaliśmy ;).

Bolt,

czyli taksi przez aplikację. Jest bardzo tanio, jednak sprawnie Bolt działa tylko w Baku, w Qubie nie ma go wcale, a w Qabali pokazywało nam jeden samochód. W Gandzy było trochę lepiej, ale często trzeba było się naczekać, a zdarzyło się, że nikt nie chciał po nas przyjechać.

Noclegi:

odkąd jeździ z nami Młody wybieramy raczej noclegi w dobrym standardzie. Często przeplatamy te tańsze i z tymi z wyższej półki. Podróżując po Azerbejdżanie chcieliśmy mieć pewną elastyczność co do trasy, dlatego też nie rezerwowaliśmy noclegów z wyprzedzeniem. Z tego powodu zazwyczaj musieliśmy wybierać z tego co zostało czyli to co wyglądało naprawdę fajnie a było w miarę przystępnej cenie było już niedostępne. Nasze noclegi w tym kraju to raczej pasmo porażek i w sumie żaden z hoteli nie zasługuje na polecenie. Jedyny miejscem o którym warto wspomnieć to Terrace Quba Hotel (nie ma go na booking.com, chłopak na recepecji mówił po angielsku więc można zrobić rezerwację przez telefon), rodzinny niewielki stary ośrodek, z sympatycznym, zdecydowanie nie wylewającym za kołnierz gospodarzem, Azerem i buddystą. Wszystko było tu mocno zużyte jednak miejsce to urzekło nas swoją atmosferą (cena za pokój trzyosobowy przy basenie z pełnym wyżywieniem 90 AZN czyli ok 190 PLN).

Muszę jeszcze wspomnieć, że azerskie hotele zdominowane są przez arabskich turystów i często na basenie nie uświadczy się żadnej kobiety w stroju kąpielowym, a jedynie grupę kąpiących się mężczyzn i dzieci.

Jedzenie:

Azerskie jedzenie zdecydowanie nie podbiło naszych podniebień jednak okazało się lepsze od gruzińskiego. Polecamy spróbować Qutab-u (placki z nadzieniem, często sprzedawane w przydrożnych barach), Dolmy (coś a la nasze gołąbki tylko, że w liściach winogron), azerskich kozich serów czy świeżego chleba prosto z glinianego pieca.

Z restauracji w Baku polecamy Sirvansah Musey Restaurant, z klimatem, tradycyjnym azerskim jedzeniem a wieczorami z muzyką na żywo.

Nasza Trasa:

dzień 1 i 2 – przyjazd nocnym pociągiem ze stolicy Gruzji Tbilisi, zwiedzanie Baku (stare miasto, w tym Pałac Szachów Szyrwanu, nadmorska promenada, centrum Hejdara Alijewa). Przyznam szczerze, że zdecydowanie zamarudziliśmy w Baku i nic nam się nie chciało więc większość czasu włóczyliśmy się bez celu.

dzień 3 – wycieczka po okołobakijskich atrakcjach: błotne wulkany, park narodowy Gobustan, Yanar Dag (wieczny ogień) i Astegah (jedyna na Zakaukaziu zoroastryjska świątynia ognia);

dzień 4 – przejazd marszrutką do Quby, zwiedzanie miasteczka (polecam powłóczyć się po tamtejszych targowiskach);

dzień 5 – całodzienna wycieczka taksówką do wioski Xinaliq, wąwozu TangeAlti i zbiornika Canlibel Golu (ten ostatni został nam polecony przez pracownika hotelu jako wyjątkowy piękny – wg. naszej miary zdecydowanie nie był warty wizyty);

dzień 6 – przejazd marszrutkami Quba – Qabala (z przesiadką w Baku – nie ma innej drogi);

dzień 7– Qabaland (wesołe miasteczko – nic szczególnego) i wjazd kolejkami linowymi na pobliskie szczyty (cennik i więcej info TU – KLIK);

dzień 8 – wycieczka taksówką do Lahic;

dzień 9 – wycieczka taksówką do Sheki i Kis (zwiedzanie starego miasta Sheki czyli karawanseraju, pałacu i domu Szachów Szekijskich – ten pierwszy był zamknięty ze względu na wypadek, który miał tam miejsce kilka dni wcześniej, oraz albańskiego kościoła w Kis, późno popołudniowy przejazd marszrutkami do Gandzy;

dzień 10 – zwiedzanie Gandzy (Nizami mauzoleum, centrum miasta, dom z butelek, park Hejdara Alijewa);

dzień 11 – powrót do Gruzji (przejazd marszrutką do Tbilisi, koszt 10 manatów/osoba czyli jakieś 23 PLN).

Wszystkie odwiedzone przez nas miejsca znajdziecie na mapce poniżej:

Ufff i to już chyba wszystko! Mam nadzieję, że pomogłam Wam w planowaniu podróży.

ps. po Azerbejdżanie podróżowaliśmy z naszym 5,5 letnim synem;

Zajrzyjcie też: Azerbejdżan. 3 najpiękniejsze miejsca.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.