Tajlandia. Co spakować?

Tajlandia to kraj rozwinięty i nastawiony na turystykę. Nie trzeba brać z Polski ton rzeczy a jeśli czegoś zapomnicie to najprawdopodobniej bez problemu kupicie na miejscu.

  1. W co się spakować?!  Najlepiej w plecaki! Dlaczego? Bo w wielu miejscach nie uświadczycie chodników, bo trzeba czasem wejść na łódkę lub przeprawić przez plażę a walizka jest niekompatybilna z łódkami i plażami ;). Przy podróżach z dzieckiem mają też dodatkową zaletę – obie ręce pozostają wolne! Ale jeśli nie macie plecaków to głowa do góry, z walizkami też dacie radę ale może się to okazać nieco upierdliwe.  Sugeruję też aby nie pakować się indywidualnie tzn. my w każdym z bagaży rejestrowanych mamy rzeczy każdego z członków rodziny, w przypadku gdy jeden z bagaży nie doleci zawsze mamy się w co ubrać.
  2. Ubrania! W Tajlandii jest ciepło lub bardzo ciepło więc nie potrzebujecie masy ubrań na każdą pogodę. Kilka t-shirtów, krótkie spodenki, zwiewna sukienka, stroje kąpielowe. My zawsze zabieramy ze sobą zestaw rzeczy z długim rękawem, gdyż, po pierwsze często aby wejść do świątyni wymagane jest zakrycie kolan i ramion (w tych najbardziej popularnych można wypożyczyć stosowny strój), po drugie w niektórych miejscach wieczorem i o poranku komary potrafią dać się nieźle we znaki, po trzecie przydadzą się na trekkingi w dżungli jako ochrona przed ww. komarami. Pamiętajcie, że najlepiej sprawdzą się rzeczy z naturalnych materiałów jak len czy bawełna. W poliestrze możecie mieć dość życia już po 5 minutach. Jeśli planujecie wypad na północ to może się zdarzyć, że poranki mogą być chłodne – wtedy warto jest mieć coś cieplejszego (tam można spotkać lokalsa w puchowej kurtce;)). Aaaa i o mało bym zapomniała: broń boże nie zabierajcie ciuchów na dwa tygodnie, niedrogie usługi pralnicze świadczy tam każdy hotel/hostel itp. Jeśli tak jak my jesteście alergikami to możecie zabrać z Polski trochę własnego proszku prania (my używamy takiego w listkach KLIK). I nie zapomnijcie o nakryciach głowy!
  3. Buty! Buty to kwestia indywidualna. Ja zabieram: buty na lekkie trekkingi, klapki, klapki prysznicówki (moje stopy nie tolerują butów z gumy), mój mąż: lekkie buty trekkingowe, przewiewne adidasy (on z kolei nie jest fanem sandałów a do japonek pała nienawiścią) i klapki prysznicówki, Młody: lekkie buty trekkingowe, przewiewne adidasy i klapki prysznicówki.
  4. Kosmetyki! Dla mnie jako posiadaczki sporej kolekcji różnych smarowideł, które nie dają oczekiwanych rezultatów, wybór jest zawsze trudny choć z biegiem czasu wypracowałam kilka własnych patentów. Raczej nie kupuję miniaturek dostępnych w drogeriach. Zabieram produkty, których używam w domu (wakacje to nie czas na eksperymenty z nowościami!). Te, które są w dużych nieporęcznych opakowaniach (np. szampon, odżywka) przelewam do mniejszych pojemników wielokrotnego użytku (można kupić w Rossmannie), po powrocie pojemniki myję i czekają do następnego wyjazdu. Jeśli szukacie pomysłów na zminimalizowanie bagażu to z produktów wielofunkcyjnych (ciało i twarz, produkt po opalaniu) świetnie sprawdzają się oleje np. kokosowy czy popularny BioOil – są bardzo wydajne więc na taki wyjazd spokojnie starczy mała buteleczka. Oczywiście nie zapominamy o zabraniu kremów z filtrem. U nas zawsze dwa opakowania SPV 30+ i 50+. Pamiętajcie, że jeśli planujecie odwiedzić mało turystyczne miejsca czy malutkie wysepki to niektóre produkty mogą być trudno dostępne i przed takim wyjazdem warto dobrze przeanalizować swoje potrzeby (drogie Panie, zalecam zabranie ze sobą środków higienicznych).
  5. Apteczka!  Nie zabieramy jakiś szczególnych rzeczy. Nie bierzemy za sobą antybiotyków ani kilogramów środków na biegunkę. Nasza apteczka na wyjazd do Tajlandii nie różni się za bardzo od tej na trip po Europie. Możecie w niej znaleźć:
    1. octanisept (środek odkażający na zadrapania, rany i inne ślady walki z żywiołem);
    2. środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe;
    3. profilaktycznie, tony różnorakich leków na alergie wraz z inhalatorem (w Azji zawsze wszystkie objawy alergii nam ustępują ale leki i tak wozimy bo nigdy nie wiadomo kiedy polubi nas jakiś nowy alergen);
    4. coś na ewenetualną sra..kę (smecta, węgiel, elektrolity i probiotyki: enterol i dicoflor);
    5. urofuraginum, każda kobieta która choć raz miała zapalenie pęcherza wie, że tu trzeba działać szybko;
    6. po 2 tabletki nospy i espumisanu;
    7. plastry
    8. termometr
    9. MUGGA – środek na komary z DEET 9,5% (bardzo skuteczny i bardzo chemiczny, występuje w różnych stężeniach, przenika do krwi, nieodpowiedni dla dzieci do lat 2 — kolejny powód aby nosić długie spodnie i koszulki w godzinach i miejscach wzmożonej aktywności komarów – minimalizujemy wtedy obszar ciała które spryskujemy tym specyfikiem, pamiętajcie aby spryskać też ubrania);
  6. Różne dziwne akcesoria:
    1. moskitieria (używamy sporadycznie, głównie wtedy gdy Młodemu przypada miejsce na kanapie a w pokoju nie ma drugiej moskitiery);
    2. bawełniana wkładka do śpiwora czyli taki śpiworek z materiału – przyzwyczajenie z typowo backpacerskich czasów gdy czasem spaliśmy w totalnych norach (przydaje się gdy jedziemy na spontanie i nie wiadomo w jakiej norze przyjdzie nam nocować);
    3. kłódka – też przyzwyczajenie w czasów backpacerskich gdy w niektórych miejscach można było spotkać bezpieczne schowki na rzeczy tylko trzeba było mieć własną kłódkę;
    4. uniwersalny adapter (nasz KLIK)- w Tajlandii możecie spotkać różne gniazdka elektryczne;
    5. powerbank – wiadomo, żaden instagrammer nie pociągnie długo bez dodatkowego źródła zasilania;
    6. fajki do snorkellowania i maska dla Młodego – ten sprzęt zazwyczaj bez problemu wypożyczcie na miejscu ale my ze względów higienicznych wozimy swoje;
    7. zatyczki do uszu;
    8. zwijane wiaderko silikonowe (o takie KLIK) i plastikowa łopatka (kiedyś kupowaliśmy na miejscu zwykłe plastikowe zestawy ale przewożenie tego z miejsca na miejsce okazało się dość męczące a kupowanie za każdym razem nowego zestawu nie jest ani ekonomiczne ani eko). Wiaderko nie jest tanie ale jeśli dużo jeździcie a wasze dzieci lubią grzebać w piachu to ten zakup szybko się zwróci;
    9. latarka czołówka – przydatna gdy zamierzacie odwiedzić miejsca poza typowym turystycznym szlakiem albo małe wysepki;
  7. Elektronika: wedle uznania, u nas jest tego sporo ;);
  8. Ubezpieczenie kosztów leczenia i OC: po pierwsze przed wyborem ubezpieczenia pamiętajcie aby przeczytać tzw. OWU czyli ogólne warunki ubezpieczenia i dobrać ubezpieczenie pod swoje potrzeby! Jeśli zmagacie się z jakąś chorobą zastanówcie się czy nie wykupić opcji uwzględniającej zaostrzenia chorób przewlekłych! Jeśli chcecie nurkować czy iść wysoko w góry to najprawdopodobniej też będziecie musieli rozszerzyć standardowe ubezpiecznie o sporty wysokiego ryzyka. Nie kupujcie kota w worku! Nam zdarzyło się skorzystać z ubezpieczenia raz, w Grecji (standardowe przeziębienie u Młodego) i bez problemu otrzymaliśmy zwrot za prywatną wizytę lekarza w hotelu oraz leki (było to jakieś 800 PLN) – ubezpieczenie mieliśmy wykupione w Generali. Od tamtej pory najchętniej kupuję ubezpieczenie właśnie tam ale czasem potrafią zarzucić ceną z kosmosu wtedy wybieram coś innego.

Bagaż Podręczny.

Dobrze spakowany bagaż podręczny to klucz do udanej podróży, szczególnie gdy jedziecie z małym dzieckiem.

U nas większość miejsca zajmuje elektronika (pamiętajcie, że bagażu rejestrowanym nie powinno się przewozić cennych rzeczy i nie wolno przewozić baterii), termometr, inhalator oraz część leków (przeciwgorączkowe, na ew. biegunkę i antyalergiczne).

U mnie znajdziecie okulary przeciwsłoneczne (zawsze wożę je w bagażu podręcznym), chusteczki higieniczne, chusteczki nawilżane, słuchawki do telefonu, szczoteczkę do zębów i pastę, mały żel do mycia twarzy, krem nawilżający, pomadkę ochronną do ust, żelową maseczkę pod oczy (płatki), czasem zabieram ze sobą dodatkową parę skarpetek.

Dodatkowo zabieram ze sobą nerkę – na dokumenty, portfel, telefon.

U Młodego w plecaku jest kilka zabawek (głównie są to małe samochody), książeczki do czytania z serii Czytam Sobie (są małe, lekkie, ciekawe i niedrogie, nasza ulubiona to “Maja na tropie jaja” – są stworzone do nauki czytania ale my korzystamy z nich jak ze zwykłych książek), kolorowanka i kredki, tablet ze słuchawkami (takimi specjalnymi dla dzieci z ograniczeniem głośności KLIK), kanapka, drobne przekąski, bidon na wodę i komplet ubrań na zmianę! Tak naprawdę to każdy długi czy krótki lot ratuje nam tablet. Młody potrafi grać/słuchać piosenek godzinami i jest to też jedyny czas gdy może to bezkarnie robić (nie jesteśmy zwolennikami tego sposobu spędzania wolnego czasu i na co dzień Młody bardzo rzadko korzysta z tabletu, wyjątkiem są właśnie podróże). Dobrze przed długim lotem wrzucić na tablet coś nowego (polecamy aplikacje LEGO, dr Panda, Lokomotywę, Rymowanki, Talking Ginger). My (teraz to już tradycja) już na lotnisku kupujemy mu zawsze jakąś książeczkę z naklejkami i różnymi zadaniami – mała rzecz a cieszy (i zajmuje Młodego na dłuższy czas)! Gdy był młodszy zabieraliśmy też jego ulubiony kocyk, co bardzo ułatwiało zasypianie w samolocie. I oczywiście nie zapomnijcie zabrać ukochanej maskotki!

Jeśli jedziecie solo/we dwoje, spokojnie powinniście dać radę spakować wszystko w bagaż podręczny do czego bardzo Was zachęcam.

To już chyba wszystko. Jeśli o czymś zapominałam albo powinnam wiedzieć dajcie znać!

Na koniec ogłoszenia parafialne:

  • niniejszy post nie jest sponsorowany! Podlinkowuję i informuję Was o produktach, których ja używam i które uważam za przydane w dalekich podróżach;
  • jeśli spodobał Ci się post, znalazłeś/aś tu przydatne informacje będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz lub podzielisz się linkiem na facebooku!
  • pamiętajcie, że my bardzo dużo jeździmy i sprzęt wyjazdowy zbieraliśmy przez ponad 10 lat, nie musicie mieć wszystkiego, ani rzeczy z górnej półki. To co sprawdziło się u nas niekoniecznie sprawdzi się u Was!

ŻYCZĘ WAM WSPANIAŁYCH PODRÓŻY!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.