Gruzja bez ściemy. Nasza trasa i informacje praktyczne.

Wyobrażenia kontra rzeczywistość.

Przygotowując się do wyjazdu do Gruzji, przejrzałam dziesiątki blogów, obejrzałam mnóstwo postów na insta i facebook’u. Z tej lektury wyłonił mi się obraz niezwykle pięknego kraju (gdziekolwiek się ruszysz to zbierasz szczękę z podłogi), z przepyszną kuchnią, niezwykle przyjaznymi ludźmi ot tak zapraszającymi obcych na supry (tamtejsze biesiady), wesela albo po prostu na kawkę. Do tego jeszcze przyjaznego dla portfela. Negatywnych słów o Gruzji w internetach nie znajdziecie prawie wcale, a jeśli już, to sprowadzają się do ostrzeżeń przed szalonymi gruzińskim kierowcami i odradzaniem wynajmowania auta.

Zacznijmy od największego z rozczarowań. Jedzenie: smakowało nam przez pierwsze trzy dni …. po tym czasie “odkryliśmy”, że kuchnia gruzińska jest mało zróżnicowana, ciężka i do tego mocno przesolona a dobre “europejskie” jedzenie to na Zakaukaziu rzadkość. Nie będę Wam ściemniać, jedzeniowo (ze wszystkich naszych dotychczasowych podróży) Gruzja wypadła najsłabiej. To jedyny kraj, w którym nasze żołądki (i mówię tu o całej rodzinie) czuły się po prostu fatalnie.

Ludzie: totalnym zaskoczeniem było, gdy odkryliśmy że Gruzini się nie uśmiechają. Jak to? Niby taki wspaniały, gościnny naród a tu wszędzie spojrzenia spode łba? Czyżby kolejny mit? Nie, bo Gruzini są niezwykle sympatyczni, wystarczy tylko z nimi pogadać, a posępne spojrzenie zaraz znika a twarz rozświetla promienny uśmiech. I uwaga! Jeśli zabierzecie Gruzina na stopa to istnieje ryzyko, że ten zgada Was na śmierć – niezależne od faktu czy będziecie rozumieć to co do Was mówi ;).

Krajobrazy i natura: o tak! Zachwycają, rozkochują w sobie i to nieważne czy jedziesz na północ, południe czy kręcisz się w okolicach Kutaisi. To raj dla miłośników gór, osób ceniących ciszę, spokój, śpiew ptaków ale (no właśnie zawsze musi być jakieś “ale”) żeby tego doświadczyć trzeba trochę ruszyć się poza utarty turystyczny szlak. Nam zupełnie nie przypadły do gustu gruzińskie miasta, miasteczka i miejscowości (nawet te wychwalane w przewodnikach i opatrzone komentarzem “must see”). Najpiękniejsze okazały się te miejsca, które odkrywaliśmy dzięki temu że dysponowaliśmy autem z napędem 4X4 lub te do których można było dotrzeć tylko pieszo.

Wypożyczonym samochodem po Gruzji: nie taki diabeł straszny jak go malują. Owszem gruzińscy kierowcy nie używają kierunkowskazów, trąbią, jeżdżą pod prąd, wyprzedzają na trzeciego a nieustraszone krowy spacerują i odpoczywają na jezdni bez żadnego skrępowania (nie wiedzieć czemu najbardziej lubią leżeć na mostach) ale jeśli jesteś tego świadomy to po Gruzji jeździ się dobrze. Łukasz na gruzińskich drogach czuł się doskonale (myślę, że w końcu mógł dać upust swojej ułańskiej fantazji gdy chodzi o prowadzenie auta) i jedyna stresująca sytuacja miała miejsce w Tbilisi.

Koszty: Gruzja jest faktycznie bardzo tania. Począwszy od tanich biletów lotniczych, (okazje zaczynające się od 200 złotych) po budżetowe noclegi (pokoje już za kilkadziesiąt złotych), publiczny transport za grosze.

Informacje praktyczne.

Gdzie spać:

w Gruzji jest bardzo rozwinięta baza noclegowa, nie ma problemu ze znalezieniem miejsca do spania. Problemy zaczynają się wtedy gdy szukacie czegoś bardziej wypasionego bo tu wybór jest bardzo ograniczony a w niektórych regionach nie ma go wcale i trzeba się trochę nagłówkować z trasą.

Poniżej lista miejsc, w których spaliśmy z naszą krótką opinią (wszystkie noclegi rezerwowaliśmy przez booking.com):

Kutaisi:

  • Georgian Palace Hotel – niedrogi, prosty hotelik, czyste pokoje, bardzo dobra lokalizacja, niezbyt smaczne śniadania.
  • Hotel Terrace Kutaisi – niedrogi, przyjemny hotel, czyste pokoje, oddalony od centrum (ok 5-10 min. spacerem), genialny taras, z którego rozciągają się wspaniałe widoki na miasto i okolice, średnie śniadania. Polecamy!

Tbilisi:

  • Communal Hotel Soloaki – przepiękny butikowy hotel, oddalony 5 min spacer od centrum starego miasta, ogólnodostępny taras z hamakiem, pyszne śniadania. Polecamy!
  • Kindli Hotel – mały, niedrogi hotel, położony na obrzeżach centrum starego miasta, średnie śniadania.

Kachetia:

  • Akhasheni Wine Resort – hotel położony w winnicy, idealny na krótki wypoczynek, zewnętrzny basen dla dorosłych i mniejszych dla dzieci, smaczne śniadania, dobra restauracja na miejscu serwująca też dania kuchni europejskiej, pyszne wino, ładne pokoje z balkonami i widokiem na winnice i góry. Minusem była głośna muzyka przy basenie (jednak obsługa niemal natychmiast reagowała na prośby o ściszenie/zmianę), obsługa mogłaby być trochę lepsza.

Kazbegi (Stepancminda):

  • Twins Achkhoti – niewielki rodzinny pensjonat, położony na trasie prowadzącej do doliny Juta, zdecydowanie dla osób dysponujących własnych środkiem transportu, czyste, przyjemnie nowe pokoje (doskonale wyciszone!), widoki (jak na ten rejon) średnie, bardzo smaczne śniadania, które właścicielka przygotowuje na wybraną przez gości godzinę.

Vardzia:

  • Vardzia Resort – niewielki hotel, z dwoma basenami zewnętrznymi i dodatkowym małym dla dzieci, w pochmurny i chłodny dzień za dodatkową opłatą można skorzystać z sauny i jaccuzi. Piękny widok na góry i skalne miasto Vardzia . Na miejscu restauracja – typowe dania gruzińskie były smaczne, inne niestety nie. Doskonałe miejsce na wypoczynek po eksploracji okolicznych skalnych miast i twierdz.

Gdzie jeść:

o naszych nienajlepszych wrażeniach dot. jedzenia pisałam powyżej dlatego lista miejsc, w których wart zjeść nie będzie zbyt długa ;).

Tbilisi: Linville, Ezo, Pavillion (wszystkie serwują nowoczesną kuchnię gruzińską);

Kutaisi: Agerari – Pan z recepcji hotelu powiedział, że sam przychodzi tu z rodziną – trudno więc o lepsze polecenie (koniecznie spróbujcie pasty z orzechów włoskich w bakłażanie z grantem);

Udabno: Oasis Club (słynna restauracja i pensjonat prowadzone przez polskie małżeństwo);

Signagi: Pheasant’s Tears (dostępna też degustacja wspaniałych win z ichniejszej winnicy).

Inne wskazówki i spostrzeżenia:

  • Gruzję najlepiej zwiedzać autem z napędem 4X4 z luźnym planem aby móc dać ponieść się drodze; nie mniej jednak jest to najdroższa opcja – jeśli nie planujecie zapuszczać się w boczne dróżki i bezdroża zdecydowanie tańsze będzie wynajęcie lokalnej taksówki;
  • auto mieliśmy od Martyna z Gruzji i szczerze polecamy (szybko, sprawnie, bez zbędnych formalności, dostępne foteliki dla dzieci oraz możliwość odbioru i zwrotu w innym miejscu, koszt naszego Mitsubishi Pajero to 44 EUR/dzień – z ubezpieczeniem i fotelikiem dla dziecka plus 59 EUR za zwrot w innym mieście);
  • ceny z taksówkarzami zawsze trzeba negocjować bo bywają zawyżone nawet o połowę, warto podpytać pracowników hotelu lub innych turystów o przybliżone kwoty;
  • na terenach miast sprawnie działa aplikacja Bolt i taki przejazd jest zdecydowanie tańszy i mniej upierdliwy niż negocjacje z taksówkarzami (przykładowo: Stare Tbilisi – dworzec kolejowy – 6,5 PLN);
  • najtańsze są przejazdy marszrutkami (busiki);
  • w Gruzji na części tras kursują też pociągi (niektóre składy są bardzo nowoczesne), aby kupić bilet potrzebny jest dowód tożsamości (uwaga! na dworcu w Tbilisi tylko niektóre kasjerki mówią po angielsku);
  • znajomość rosyjskiego bardzo się przydaje choć i bez tego można sobie poradzić;
  • lotnisko w Kutaisi jest położone ok. 30 km od miasta, pod każdy samolot dopasowane są busy Georgian Bus, które rozwożą pasażerów po ich hotelach zlokalizowanych w mieście (bilet można kupić przez internet lub po przylocie). Na lotnisku są bankomaty, punkt wymiany pieniędzy i punkty gdzie można kupić lokalną kartę SIM (przyjmują tylko gotówkę);
  • dużo aktualnych informacji o Gruzji znajdziecie na grupach facbookowych Gruzja i my oraz Gruzja – podróż na własną rękę (porady, relacje);

Nasza trasa.

Wrzucam też Wam naszą trasę, może komuś się przyda przy planowaniu wypadu do Gruzji.

Dzień 1 – zwiedzanie Kutaisi (centrum miasta i katedtra Bergati) oraz kilkugodzinna wycieczka do Jaskini Prometeusza;

Dzień 2 – przejazd z Kutaisi do Vardzi (zwiedzanie twierdzy Rabati w Achalciche, liczne przystanki aby podziwiać widoki i robić zdjęcia);

Dzień 3 – skalne miasto Vardzia (uwaga: otwierają dopiero o 10), twierdza Chertwisi, twierdza Tmogvi;

Dzień 4 – przejazd w okolice Tbilisi przez tzw. gruzińską krainę jezior, błądzenie po gruzińskich stepach w okolicach Parawani w poszukiwaniu ruin twierdzy Szaori (bez sukcesu);

Dzień 5 – Gruzińska Droga Wojenna (zbiornik Jinvali, ruiny fortecy Ananuri, Przełęcz Krżyżowa i liczne punkty wiodokowe po drodze), wieczorem słynny monaster Cminda Sameba;

Dzień 6 – Dolina Juty (uwaga! Dolina nie jest dostępna samochodem);

Dzień 7– Dolina Truso (przejazd przez wąwóz samochodem i spacer po dolinie – niesety ze względu na brak czasu i bolącą i bardzo spuchniętą od ugryzienia rękę nie udało nam się przejść całości ) i przejazd do Kachetii;

Dzień 8 – wypoczynek w winnicy;

Dzień 9 – wypoczynek w winnicy i popołudniowy wypada do Signagi;

Dzień 10 – zwiedzanie Dawid Garedża i włóczenie się autem po stepach, przejazd do Tbilisi

Dzień 11 – Tbilisi (wieczorny przejazd do Baku);

(10 dni naszego azerskiego tripa)

Dzień 12 – Tbilisi;

Dzień 13 – Tbilisi i wieczorny pociąg do Kutaisi;

Dzień 14 – kaniony Martvili i Okatse (wieczorem powrót do PL);

Najpiękniejsze miejsca z dni 2 – 4 znajdziecie we wpisie: GRUZJA. ZACHWYCAJĄCA SMACCHE-DŻAWACHETIA, dni 5 -7 we wpisie GRUZJA. GRUZIŃSKA DROGA WOJENNA, MONASTER CMINDA SAMEBA, DOLINY TRUSO I JUTA, dzień 10 we wpisie GRUZJA. STEPY I DAWID GAREDŻA.

Na koniec jeszcze klika słów wyjaśnienia co do trasy. Podróżowaliśmy z naszym 5,5 letnim synem. Mimo, że na pierwszy rzut oka trasa nie wygląda na przeładowaną to praktycznie każdego dnia padaliśmy na przysłowiowy “pysk”. W dniach od 2 do 10 dysponowaliśmy autem z napędem 4×4 – robiliśmy naprawdę dużo przystanków na zdjęcia i sporo włóczyliśmy się po bezdrożach.

Najważniejsze odwiedzone przez nas miejsc znajdziecie na poniższej mapce:

Jeśli na koniec mogłabym Wam coś zasugerować to nie napychajcie planu wyjazdu do granic możliwości, lepiej zobaczyć mniej a wczuć się w atmosferę miejsca, złapać trochę oddechu i popodziwiać niesamowitą gruzińską naturę! Powodzenia!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.